Ranking › Artykuły › Zabawy w podróży bez telefonu
Zabawy w podróży bez telefonu — co działa w samochodzie i pociągu
W samochodzie najlepiej działają zabawy słowne, bo nie wymagają patrzenia w dół: bingo z okna, „widzę coś na literę”, historia po zdaniu, dwadzieścia pytań. W pociągu dochodzi stolik, a z nim gry na kartce: statki, państwa-miasta, pięć w rzędzie. Do tego jeden mały woreczek z notesem i kredkami, spakowany raz i trzymany w torbie na stałe. Niżej wszystkie zabawy z zasadami i plan na podróż dzieloną na etapy.
Co spakować raz i wozić zawsze?
Zestaw podróżny to nie walizka atrakcji, tylko woreczek, który mieści się w kieszeni fotela: mały notes, dwie kredki (nie pisaki — pisaki kończą się na tapicerce), arkusz naklejek, kawałek sznurka związany w pętlę i talia kart. Dorzuć dwie kartki w kratkę złożone na pół — to gotowe plansze do statków i państw-miast. Taki zestaw przygotowuje się raz na sezon, a ratuje każdą podróż, także tę niezaplanowaną do poczekalni przychodni.
Drugą rzecz przygotuj wieczorem przed wyjazdem: kartę do bingo z okna — dziesięć rzeczy do wypatrzenia po drodze, dopasowanych do trasy. Na autostradzie: most, cysterna, żółty samochód, koń, wiatrak. W mieście: neon, autobus przegubowy, ktoś z psem, dźwig. Kto pierwszy odhaczy wszystko, wybiera muzykę na następną godzinę.
W co grać w samochodzie?
Zasada praktyczna: w aucie wygrywają zabawy „głową do góry”. Jeśli Twoje dziecko źle znosi jazdę, odpuść rysowanie i czytanie, i trzymaj się gier słownych — wszystkie poniższe działają bez żadnego przedmiotu:
- Widzę coś na literę… Klasyk w wersji dla czytających; dla młodszych: „widzę coś zielonego”. Przedmiot musi być widoczny na tyle długo, żeby dało się zgadnąć — krowa przy drodze tak, mijany billboard nie.
- Historia po zdaniu. Każdy dokłada jedno zdanie do wspólnej opowieści. Jedna zasada ratuje całość: nie wolno zakończyć świata („i wszyscy umarli” nie kończy gry, tylko kolejkę autora).
- Dwadzieścia pytań. Jedna osoba wymyśla zwierzę albo przedmiot, reszta zadaje pytania, na które odpowiada się wyłącznie „tak” lub „nie”. Uczy zadawania pytań, które zawężają, a nie strzelają.
- Alfabet z trasy. Szukacie po kolei liter alfabetu na szyldach, rejestracjach i drogowskazach — od A do Z, wspólnie albo na wyścigi. Na polskiej trasie litery Q i X uznajcie z góry za darmowe.
- Liczenie i zakłady. Ile mostów do celu? Ile czerwonych samochodów w kwadrans? Każdy obstawia, wygrywa najbliższy wynik. Emocje rosną pod koniec odcinka pomiarowego, czyli dokładnie wtedy, kiedy nuda zwykle sięga zenitu.
- Rysowanie na plecach — wariant dłoniowy. Na siedzeniu obok: rysujesz palcem literę lub kształt na wewnętrznej stronie dłoni dziecka, ono zgaduje z zamkniętymi oczami. Cichsze niż jakakolwiek inna zabawa z tej listy.
- Cisza na zawołanie. Kto dłużej wytrzyma bez słowa. Uczciwie: to nie jest zabawa, to wentyl bezpieczeństwa — i ma pełne prawo być użyty raz na godzinę.
W co grać w pociągu?
Stolik zmienia wszystko: wchodzą kartka i kredka. Wszystkie te gry mieszczą się na jednej kartce w kratkę z woreczka podróżnego:
- Statki. Po dziesięć pól na bok, flota z góry ustalona. Przy okazji dziecko uczy się współrzędnych, zanim usłyszy to słowo w szkole.
- Państwa-miasta. Kolumny pod wiek dziecka: zamiast „państwo” może być „zwierzę”, „coś do jedzenia”, „postać z bajki”. Litera losowana z alfabetu mówionego w myślach i przerwanego „stop”.
- Pięć w rzędzie. Kółko i krzyżyk na całej kartce w kratkę zamiast planszy trzy na trzy — nagle robi się z tego prawdziwa gra strategiczna, w którą chce grać też dorosły.
- Wisielec. Zgadywanie słowa po literach; dla pierwszoklasisty to trening czytania udający zabawę.
- Wojna albo makao. Talia kart z woreczka. Wojna nie wymaga nawet umiejętności liczenia — wystarczy porównywanie.
- Kartkowy komiks. Kartka złożona w cztery okienka: dziecko rysuje historię obrazek po obrazku, a Ty jesteś lektorem czytającym ją na głos z przejęciem.
- Sznurek i palce. Pętla ze sznurka: kołyska, most, gwiazda. Zajmuje dłonie na długo, nie wymaga stolika i nie spada pod siedzenie co trzy minuty — co po godzinie podróży okazuje się główną przewagą nad wszystkim innym.
Jak podzielić podróż na etapy?
Trzygodzinna trasa „na przetrwanie” jest dłuższa niż ta sama trasa pocięta na kawałki. Schemat, który się sprawdza: zabawa wspólna → coś samodzielnego → przekąska → wyglądanie przez okno bez programu, i od nowa. Dziecko poniżej wieku szkolnego słabo czuje upływ czasu, więc zamiast „jeszcze godzina” mów etapami: „po tym moście gramy w bingo, po bingo kanapki”. Nudzie w ostatnim ogniwie cyklu nie przeszkadzaj — chwila gapienia się przez okno to też część podróży, nie awaria, którą trzeba natychmiast naprawić.
Jeżeli mimo wszystko planujesz ekran na czarną godzinę (długi korek, opóźniony pociąg) — niech to będzie świadoma decyzja, a nie kapitulacja: pobrane wcześniej treści, ustalony z góry moment i naturalny koniec, po którym wracacie do zabawy. O tym, ile ekranu w ogóle mieści się w dniu małego dziecka, piszemy w osobnym artykule o zaleceniach WHO.
Skąd brać pomysły, gdy te się skończą?
Pełną listę zabaw — nie tylko podróżnych, też na deszczowy dzień, na dwoje dzieci i według wieku od 2 do 8 lat — zebraliśmy w poradniku zabaw bez ekranu. Wersja na wyjazd: przejrzyj go przed podróżą i wypisz trzy zabawy na karteczkę, żeby nie sięgać po telefon w trasie.
Jest też wariant dla planujących w ostatniej chwili: aplikacja „W co się bawić?”° — wyszukiwarka zabaw, w której telefon obsługuje rodzic, a dziecko dostaje gotową zabawę offline. Zabawy filtruje się m.in. po czasie trwania, liczbie dzieci i miejscu, a instrukcje i plansze można wydrukować przed wyjazdem — więc ekranowy budżet dziecka zostaje nietknięty. Aplikacja jest dostępna tylko na iOS (App Store PL).
° Aplikacja „W co się bawić?” (SLOVE sp. z o.o.) pochodzi od wydawcy serwisu apkidladzieci.pl. Powiązanie nie wpływa na jej ocenę w naszym rankingu — punktujemy ją tymi samymi kryteriami co pozostałe aplikacje. Jak tworzymy ranking →
Zabawy z tego tekstu to klasyka podróżna przekazywana z pokolenia na pokolenie — nie przypisujemy sobie ich autorstwa. Spisaliśmy je z zasadami na tyle kompletnymi, żeby dało się zacząć grać w minutę, bez sprawdzania czegokolwiek w telefonie.